sobota, 1 października 2011

I am the passenger...

Osobiście uwielbiam muzykę, filmy czy książki o tematyce podróżniczej. Kiedy okoliczności nie sprzyjają wyjazdom to właśnie one prowokują mnie do wspomnień czy też marzeń o odległych zakątkach świata.
Poniższa piosenka jest chyba jedną z moich ulubionych - wyraża dokładnie to, co czuję przemieszczając się. Polecam!

Get into the car
We'll be the passenger
We'll ride through the city tonight
We'll see the city's ripped backside
We'll see the bright and hollow sky
We'll see the stars that shine so bright
Stars made for us tonight...





wtorek, 13 września 2011

Krynica Morska

W środku kapryśnego jeśli mowa o pogodzie sierpnia wybrałyśmy się z koleżankami do Krynicy Morskiej. Osobiście miasto to znam od zawsze, wiąże mnie z nim ogromny sentyment. Po dłuższej nieobecności zaczynam za tym małym, nadmorskim miasteczkiem niesamowicie tęsknić i szukam najbliższej okazji by zobaczyć znajome twarze i miejsca.
Jednak dziś Krynica już nie jest tym samym miejscem co kiedyś. Starając się spojrzeć na nią obiektywnie doszłam do wniosku, że miasto to jest bardzo drogie porównując do Stegny, Sztutowa, czy Jantaru, a oferta jest coraz mniej atrakcyjna.
Kilka przyjemnych smażalni i dyskotek, ładnych domów tudzież willi wypoczynkowych, wesołe miasteczko i park linowy to poza piaskiem, na którym momentami brakuje już miejsca wszystko, co na dzień dzisiejszy Krynica może nam zaproponować.
Jednak - jak wszyscy wiemy - nieważne gdzie jesteśmy, a ważne z kim. Asia, Martyna, Oliwia, Kasia i ja te kilka dni będziemy wspominać długo i z wielkim entuzjazmem, spędziłyśmy czas cudownie! Nie wszędzie towarzyszył nam aparat, ale zrobiłyśmy trochę zdjęć w parku linowym, pokoju czy po deszczowej przygodzie na plaży;)


















Obowiązkowy wieczór karaoke;)






sobota, 6 sierpnia 2011

czwartek, 28 lipca 2011

Arrivederci Italia!

Moja włoska przygoda razem z kolejnymi godzinami niedzielnego wieczora się kończyła. Nocna droga przez Austrię, poranek w Czechach i obiad na Śląsku skutecznie odwróciły moją uwagę od rosnącej ilości kilometrów dzielących mnie od słonecznej Toskanii. Do Włoch wrócę na pewno, aczkolwiek tym razem zdecydowanie w innej formie. Obserwując turystów i mieszkańców oraz warunki doszłam do wniosku, że jedyną metodą na poznanie wszystkich uroków tego kraju jest wynajęcie skutera, co jest opcją niedrogą, wygodną i klimatyczną. Vespy i Piaggio to esencja Włoch. Za czym będę tęsknić? Zdecydowanie za kawą, która jest tu nieporównywalna, za jedzeniem Margarity sprzedawanej na kawałki, pastami, serami, wędlinami...no, generalnie - jedzeniem;)
Wszystkim, którzy wybierają się do Włoch polecam raczej zwiedzanie na własną rękę - właśnie skuterem. Audioguide'y są wszechobecne (nie jestem tylko pewna czy język polski jest wszędzie dostępny), a naprawdę mniejsze miasteczka mają więcej uroku i mniej turystycznej "szopki", przy podobnej jakości (o ile mogę użyć tego słowa) zabytków. Przestrzegam przy okazji przed włoskim menu turistico - charakteryzuje się brakiem wyszukanego smaku i wysokimi cenami, które można poznać bardzo łatwo - po zdjęciach/rysunkach w menu przestawiających potrawę.
Mój osobisty plan na powrót to Siena, San Gimiganano i Verrazzano Castle, w których się zakochałam, naprawdę polecam!:)




środa, 27 lipca 2011

San Gimiganano&Firenze

Przedostatni dzień we Włoszech był dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem - myślałam, że po tak wielkiej ilości pięknych i nastrojowych miejsc żadne kolejne nie zrobi już na mnie wrażenia, które zetnie mnie z nóg, a jednak! San Gimiganano jest niesamowite! Teoretycznie zwykłe miasteczko, w którym roi się od dawnych wieży budowanych przed laty przez zamożniejsze rodziny konkurujące w ich wysokości. Ale tak na prawdę miasto ma taki klimat, że nie chce się go opuszczać. Nie da się przedstawić na zdjęciach jego uroku, tam trzeba po prostu być. A przy okazji polecam zjeść najlepsze lody świata:)




Widok z najwyższej wieży - 210 schodków i ten widok był mój:)


W niedzielę jednak czekało mnie drugie (na szczęście nieco mniejsze) rozczarowanie Toskanii - Florencja. Owszem - architektura i miasto są piękne, ale uważam, że przy Sienie, Lucce, czy San Gimiganano to miasto nie ma szans. Być może wywodzi się to z mojej antypatii do miejsc stricte nastawionych na "ugoszczenie" turystów, nie wiem, Florencja jest pięknym miastem, wiele budynków zapiera dech w piersiach ale zdecydowanie nie ciągnie mnie do powrotu.

Moje odczucia co do tego miasta idealnie przelał na papier Bartek Chaciński:
"Wierzę w to, że taka powiedzmy Florencja jest piękna. Problem w tym, że poruszając się po niej, widziałem głównie plecy innych turystów oraz ciekłokrystaliczne ekrany ich aparatów."


Średniowieczny sklep monopolowy;)





Dawid - ideał mężczyzny - proporcje ciała zachowane, z wyolbrzymionymi dłoniami i głową.

Hercules nazywany przez Florentyńczyków "workiem z kartoflami".

piątek, 22 lipca 2011

Verrazzano Castle&Montepulciano

Dziś czekała nas degustacja win. Byliśmy pewni, że będzie to zwyczajne siedzenie w piwnicy pijąc po łyczku każdego z trunków, ale już podjeżdżając do winiarni zdaliśmy sobie sprawę z faktu, że to będzie coś więcej. Pan, który nas oprowadzał miał niesamowitą osobowość. Dowiedzieliśmy się, że jeśli chodzi o wino bardzo ważną rolę odgrywają tradycja i przesądy. Wierzono, że nawet szczekanie psa może przeszkodzić winu w odpoczynku. Trunek oznacza dla Włochów szczęście i życie, więc nie żałują go nawet dzieciom. Mieliśmy okazję posmakowania trzech czerwonych win w kolejności od najlżejszego do najcięższego, jednego białego i Grappy (woda z wyglądu, ogień w ustach) i posmakowania tutejszego chleba z oliwą, do którego nie dodaje się soli by nie obrazić smaku oraz ciasteczek, które macza się w winie.











Później mieliśmy okazję pospacerować po miasteczku, które rozsławił jeden z filmów sagi "Zmierzch" - Montepulciano. Autorka książki wymyśliła nazwę rodu - Volturia, a następnie zastanawiając się czy istnieje jakieś miejsce, w którym można ją umieścić wygooglowała to zapytanie i...o dziwo trafiła! Volterra leży w Toskanii, aczkolwiek odmówiła producentom filmu wzięcia udziału w przedsięwzięciu. Ten moment wyczuło podobne, aczkolwiek o wiele mniej popularne miasteczko - Montepulciano i właśnie tu nakręcono film nazywając je oczywiście Volterrą. Na miejscu można znaleźć nawet mapki "śladami Belli i Edwarda", aczkolwiek największe rozczarowanie sprawia młodym fankom odkrywanie faktu, że fontanna, która uczestniczyła w najważniejszej scenie została postawiona tylko na czas kręcenia filmu.



Filmowy budynek i krzesła w miejscu wymarzonej fontanny;)

To tak biegła Bella! Miałam małą przewodniczkę Zosię, która rozpoznała wszystkie miejsca i opowiedziała mi całą fabułę "Zmierzchu":)